Dlaczego dzieci muszą gryźć?

Każdemu z nas zależy na tym, by nasze dzieci poprawnie mówiły. Każdy chce, by od najmłodszych lat, dziecko nie popełniało błędów i nie miało wad wymowy. Jak trenować mowę? Czego unikać, jakie ćwiczenia wykonywać? Czy logopeda w życiu dziecka to konieczność? Dzisiaj nasi specjaliści piszą o dobrych i złych nawykach w kształtowaniu mowy u maluszków i o tym, dlaczego dzieci muszą gryźć.

Rozwój mowy, płynność w posługiwaniu się językiem zajmuje dziecku sporo czasu, a początki tego procesu następują zaraz po urodzeniu, przechodząc różne etapy. Od płaczu, gaworzenia, wydawania pojedynczych dźwięków, przez pierwsze wypowiadane sylaby, wreszcie po słowa i zdania. Rozwój mowy ma swoje etapy i nie należy niczego przyspieszać, ale warto wiedzieć również jak nie opóźniać!

Już w pierwszych tygodniach i miesiącach po urodzeniu kształtuje się umiejętność mowy dziecka dzięki karmieniu piersią. Ssanie to trening aparatu mowy, gimnastyka warg, języka, podniebienia, całego aparatu artykulacyjnego. Szereg czynności, jakie dziecko musi wykonać przy ssaniu wspomaga kształtowanie się zgryzu dziecka, te same mieście, które odpowiadają za ssanie odpowiadają również za późniejszą artykulację. Jeżeli tylko mamy możliwość, nie odstawiajmy malucha od piersi zbyt szybko. Picie z butelki rozleniwia dziecko, sprawia, że nie musi ono aż tak się wysilać, przez co rozleniwia się i aparat mowy, dziecko nie ćwiczy. Tak samo rozleniwia smoczek. Najlepiej by było, by dziecko unikało smoczka tak często, jak to tylko możliwe. Zdajemy sobie sprawę z tego, iż czasami jest to po prostu nie możliwe i wygodne. O ile jego sporadyczność nie wyrządzi krzywdy, to już ciągły smok w buzi malucha ponadrocznego – na spacerze czy placu zabaw – nie tylko nie pozwala na swobodne gaworzenie z rówieśnikami, ale i zmusza język do leżenia w pozycji płaskiej, a nie na naturalne jego podnoszenie się w stronę podniebienia.

Od urodzenie do 1 roku życia rozwój mowy to tak zwany okres melodii. Dziecko za pomocą krzyku komunikuje się z nami i informuje o swoich potrzebach. Pierwszy krzyk dziecka to oznaka aktywności – dziecko informuje nas krzykiem i płaczem o mokrej pieluszce, głodzie, zimnie, zmęczeniu. Krzyk wywołuje reakcję – pojawia się matka. Z czasem dziecko również zaczyna tę zależność rozumieć i w ten sposób zaczyna się komunikować. Z czasem również matka jest w stanie rozpoznać charakter krzyku i potrzeby dziecka.

W pierwszym okresie rozwoju mowy pamiętajmy o jego wspieraniu. Jak to robić? Śpiewając piosenki, czytając rymowane wierszyki i bajki. Czytając książeczki i opisując dodatkowo to, co na ilustracjach, opowiadając dziecku o tym, co teraz robimy – nie tylko się z nim komunikujemy, nawiązujemy więź, ale i pomagamy wykształcić mowę. Dziecko uczy się przez naśladownictwo. Jeśli ma mówić poprawnie, musi mieć wzorce – słysząc to i owo, z czasem zacznie samodzielnie wydawać dźwięki.

W momencie kiedy dziecko zaczyna samodzielnie siedzieć, pojawia się rozszerzanie diety dziecka i dodawanie do niej innych składników niż mleko matki. Pojawia się też chęć samodzielnego picia przez dziecko – często wykorzystywany jest kubek niekapek. Ponownie nie ma w tym nic złego, jednak sporadycznie i do czasu. Zbyt długie stosowanie kubka rozleniwia mięśnie żuchwy, które powinny wykonywać precyzyjne ruchy. Warto zastąpić niekapek słomką, dzięki którym wargi i policzki będą ćwiczyły. Podobnie sytuacja wygląda z rozdrabnianiem posiłków i podawaniem papek dziecku zamiast całych, twardych pokarmów! To jedna z gorszych rzeczy, które my rodzice, możemy – w trosce o najmłodszych – im zafundować! Gryzienie, żucie, przełykanie to ćwiczenie! Ćwiczenie, które pozytywnie wpływa i pomaga w rozwoju aparatu mowy! Długotrwałe podawanie posiłków w takiej formie może powodować późniejsze seplenienie. Warto jak najwcześniej podawać dziecku pokarm twardy (jak najwcześniej, to znaczy w momencie, w którym samodzielnie siedzi). Dzieci muszą gryźć, by rozwijać narządy mowy. Pomyślmy o diecie BLW (napiszemy o tym), dajmy dziecku do gryzienia chrupek, skórkę od chleba, brokuł, marchewkę. Wszystko, co wymaga gryzienia!

Po ukończeniu pierwszego roku życia następuję kolejny etap rozwoju mowy – etap wyrazu. To bardzo burzliwy ruchowo okres dziecka – przez niepohamowaną chęć poznawania świata i otoczenia, ciekawość dziecko zaczyna rozumieć więcej słów, niż jest w stanie wypowiedzieć. Obok rozwiniętych już samogłosek, zaczyna artykułować spółgłoski. Pojawiają się pierwsze sylaby i skrótowe formy słów zamian „jeszcze” usłyszymy „esce”, a zamiast „daj” – „da”. To okres, w którym pomocne przy rozwoju będzie szerokie opowiadania o otaczającym świecie, zadawanie pytań, ale też naśladowanie pewnych dźwięków. Kiedy dziecko mówi po swojemu, powtórzmy za nim poprawnie zdanie, ale nie każmy i jemu poprawnie go powtarzać! Dziecko uczy się przez osłuchanie, prędzej czy później wyartykułuje poprawnie to, co chce nam zakomunikować. Wspierać rozwój mowy możemy też przez naśladownictwo dźwięków – będąc na przykład w lesie na spacerze i nasłuchując odgłosów zwierząt. Odgłosy zwierząt, pojazdów i wszelkiego rodzaju onomatopeje pozwalają na ćwiczenie zarówno słuchu, jak i mowy. Pamiętajmy też o tym, by nagminnie nie zdrabniać! Wszelkiego rodzaju nóżki, okienka, sukieneczki to słowa niepoprawne i nie występujące w naszym języku. Dziecko uczy się i buduje zasób swoich słów poprzez to, co usłyszy. Dbajmy o to, by słyszało poprawną mowę. Ten problem – wynikający często z troski o malca, miłości – może powodować o wiele poważniejsze problemy w przyszłości. Warto zwrócić na to uwagę również osobom, pod opiekom których zostawiamy dziecko – babci, opiekunce.

Trzeci okres rozwoju mowy  to okres zdania. Dziecko potrafi już całkiem sporo, ale mówi po swojemu. Naszym grzechem jest poprawianie tego, co mówi i jak mówi. Tak samo, jak nie powinniśmy zdrabniać nagminnie wszystkich słów, tak też nie powinniśmy poprawiać zdań naszego malca. Okres ten przechodzi w najbardziej fenomenalny okres rozwoju mowy – swoistej mowy dziecięcej. Często to etap przedszkolny (ale pamiętajmy, że dzieci mogą rozwijać się różnie, a ma to wpływ na przykład wcześniejszy pobyt w żłobku i przebywanie z rówieśnikami). To czas, kiedy mowa dziecięca jest zrozumiała dla szerszego otoczenia niż mama i tata, ale też czas mowy niepowtarzalnej i jedynej w swoim rodzaju – własnej i autorskiej. Dziecko nazywa to, co widzi, opisuje po swojemu świat i otaczające zjawiska, pyta. Ciągłe poprawianie go może doprowadzić do zablokowania i zniechęcić do mówienia. To, co warto stosować to parafrazę – swobodną, ale i poprawną przeróbkę tego, co powiedziało. To zachęci do dalszej komunikacji. W tym okresie przydatne mogą być ćwiczenia języka (jeśli słyszymy, że dziecko ma ewidentny problem – nie z całymi zdaniami – ale ze zgłoskami, sylabami – warto zasięgnąć rady logopedy), a także czytanie książek, rymowanki ruchowe, ćwiczenie typu gwizdanie, dmuchanie.

W kształtowaniu dziecięcej mowy pamiętajmy o jednym – to, co przyspieszy rozwój poprawnej mowy, w ogóle chęć porozumienia się za pomocą artykulacji to kontakt z innymi! Kontakt z rówieśnikami w żłobku, przedszkolu, na placu zabaw. To także rozmowa z naszym dzieckiem – nawet w pierwszym okresie melodii – mówmy do niego, opowiadajmy o tym, co robimy. Komunikując się pozwalamy komunikować się i jemu!